Jak domek z kart runęła hala
Po chwili ciemność i przerażenie
To chyba śmierci jakaś gala
Dokoła ból strach i cierpienie
W objęciach śmierci rodziny całe
Walczą by wyrwać się z jej szponów
Babcia okrywa wnuczęcie małe
W nadziei że żywe wróci do domu
Wciąż się do lotu podrywały
Lecz żal im było bliskich zostawić
Więc znów w ruiny dusze wracają
By jeszcze chwilę wśród żywych zabawić
Na zgliszczach niczym aniołowie
Czekają na swych podopiecznych
Gołębie dusz przewodnikowie
Zabiorą ich do lotów wiecznych
Inne polecą do swoich gniazd
Niejako w hołdzie tym co odeszli
Jakby ukoić ból chciały w nas
Żywym nadzieję z sobą przyniosły
Czy chcecie dzisiaj szukać winnych
Tu winna chciwość łatwe pieniądze
Zabije jeszcze wielu niewinnych
Głupota ludzka majątków żądze
Czy można więc ogarnąć ten ból
Gdy z żalu o ludzi aż serce pęka
Uwierzmy więc że Boży w tym trud
To może lżejsza będzie udręka
I w to że gołębie uniosły ich dusze
Tych co do końca dbali kochali
Gołębie serca niech Pana skruszą
Aby odchodzić się same nie bały.
6 02 2006 r
St Banaś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz