Kiedy nadejdzie kres tej walki.
O to i owo, z czym czy z kim.
I jak nie z nim to walczysz z tym
A jak nie tego to znów onego
Pokonasz wreszcie w imię czegoś.
I sam już nie wiesz, o co poszło.
I jak w ogóle do tego doszło?
A ty walczyłeś, ze wszystkich sił.
Po to byś pierwszy gdzieś tam był.
By tylko tobie brawa bili.
Wieniec zwycięstwa założyli.
Myślisz, że cię za Boga mają.
Lecz to ze strachu, bo nie kochają.
Niszcząc po drodze każdy byt.
Zdradą, podłością osiągniesz szczyt.
Aż wreszcie staniesz na piedestale.
A tam...Nie biją braw ci wcale.
Nikt nie zakłada z lauru wieńca.
Dla ciebie, bożka, mas ulubieńca.
Więc szukasz czegoś dookoła.
A wokół pustka, nikt nie woła.
Czekałeś na to , całe życie.
By kiedyś stanąć, na samym szczycie.
Poczułeś lęk, niepokój wstyd.
Po trupach wszak zdobyłeś szczyt.
I zrozumiałeś, z wielką trwogą
Że wokół pustka, nie ma nikogo.
Zostałeś sam, na swoim szczycie.
Marnując cudze i własne życie.
A ci, z którymi tak walczyłeś.
Dla których katem podłym byłeś.
Już przebaczyli swemu oprawcy.
Widząc, że z głupca nie będzie władcy.
Że ich cierpienie znajdzie na szczycie.
Z góry zobaczy swe podłe życie.
Lecz czy wyciągnie wnioski z tego?
Gdy wróci z góry, do niczego.
Z brudnym sumieniem, kamiennym sercem.
Czy ktoś mu poda pomocne ręce?
Więc kiedy idziesz zdobywać szczyty.
Wiedz, że po drodze potwór ukryty
Co karmi się podłością twoją.
Złe tylko się miłości boją!!!
Więc nie krzywdź, nie czyń zła nikomu.
Nie zadaj ciosów po kryjomu.
W czynieniu dobra nasz cel ukryty.
Walczmy,by zdobyć miłości szczyty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz