Dla
żony…
Gdybym
miał skonać, to w Twoich ramionach,
Byś
me powieki zmęczone zamknęła.
I
obraz wspólnych zachowałbym doznań,
Kiedy
by dusza się z ciała wymknęła.
Gdy
żyć bym nie mógł u Twego boku
To
orłem białym chciałbym zostać;
Mógłbym
szybować w błękicie obłoków
I
z góry wielbić Twoją postać.
Lecz,
gdybym znów mógł, to chciałbym być sobą.
Zmieniłbym
jednak swego życia drogi
-
Oddałbym siebie najbliższym osobą
I
nie byłbym w miłość tak bardzo ubogi.
Gdybym
miał pomóc – to tym najuboższym,
Co
już nadziei na pomoc nie mają.
Dałbym
im wszystko, co świat ma najlepsze,
Niech
jeszcze za życia radości zaznają.
A
kiedy cierpieć, to za taką miłość,
Co
to bez obłudy, bez wyrachowania
Karmi
się i dobrem i tym, co złe było,
A
rozkosz ma większą z dawania niż brania.
Gdyby
mi miłość raz jeszcze zadano,
To
bez wątpienia pokochałbym Ciebie.
I
życie z mym sercem w niewolę oddanym
Chciałbym
dzielić z Tobą, ciągle pragnąc Ciebie.
A
kiedy bym pragnął, to tak aż do bólu,
Żeby
me ciało aż drżało do Ciebie.
A
ból by łagodniał od pieszczoty czułej
Kiedy
w Twych ramionach znów poczułbym siebie.
Kwiecień,
1997
Piękna poezja... Niesamowicie piękna...
OdpowiedzUsuńprzepiękne...
OdpowiedzUsuń