Wciąż mam w pamięci pierwsze noce,
Gdy jeszcze sobą nie nasyceni
Szczęście chwytaliśmy całą mocą;
Miłości głodni, uczuć spragnieni.
I ciągle mało nam siebie było,
Ciągle zbyt krótka była opowieść.
Cóż dałbym wtedy, by się nie dniło,
By trwała wiecznie miłości spowiedź.
Jakże niewiele słów było trzeba,
Aby wyrazić tak wielkie uczucie.
Wystarczy wpatrzyć się w ust naszych drżenie,
Wsłuchać się w serc pośpieszne bicie.
Oczy miast ust, toczyły rozmowę,
Bo usta ustom w niewolę oddane
I ciągle pragną pieszczoty nowej.
Czy się nasycą, nim przyjdzie ranek?
Czasem tylko smutek na twarzy,
Gdy oczy w niebo spojrzą na chwilę.
Łatwiej przy gwiazdach nam kochać, marzyć,
Dobrze, by jedna choć jeszcze się tliła.
I z takim żalem się rozstaniemy,
Gdy śpiewy ptaków świt nam ogłoszą.
Chociaż wieczorem znów się spotkamy,
Czy serca jednak rozstanie zniosą?
Ostatnie słodkie ust głodnych spotkanie,
Dłoni, co rozstać się nie chciały.
I jakież smutne oczu żegnanie,
Jakby na wieki się rozstawały.
I patrząc w niebo błagamy teraz
Słonko, by troszkę krócej świeciło.
Niech by pomogło szczęściu nieraz.
Miłości lepiej, by się mnie dniło...
BRAWO STANISŁAW POZDRAWIAM SZACUN Z SZ.
OdpowiedzUsuńMiłości lepiej by się nie dniło
OdpowiedzUsuńRaczej na jawie o niej śniło!!!