sobota, 16 lutego 2013

Dzban mojego życia

Jestem rozbity jak kruchy dzban,
Co był przydatny, gdy zdobił wystawy.
Rozbity sam nie zaleczy swych ran,
A ktoś go rozbił ot tak, dla zabawy.

I obarczają go jeszcze winą, 
Że pękł tak szybko, że taki kruchy.
Cóż to, że kiedyś był tyle wart,
Jak teraz z niego tylko okruchy?

Każdy pamięta zachwytu słowa,
Kiedy zobaczył go pierwszy raz.
Lecz nikt nie przyzna, że to jego mowa,
Bo przewrócony stracił swój blask.

Jak łatwo zdeptać resztki zdruzgotane,
Przed chwilą drogie - teraz nic nie warte...
Czy z ziemi okruchy można nazwać dzbanem?
Chociażby go nazwać, powiedzą - to żarty!

Kto wcześniej nie widział dzbana w pełnym blasku,
Czy w jego historię teraz by uwierzył?
Choć nie ucichł jeszcze odgłos jego trzasku,
W jego piękną przeszłość nikt już nie uwierzy.

Sam już nic nie znaczy, bez żadnej wartości;
Nie w stanie, by zdobić salonów wystawy.
Zbity jednym ciosem nieludzkiej podłości,
Co z krzywd wyrządzonych nie zdaje sobie sprawy.

Może go pozbiera, kto wartość zna dzbana,
Spękane okruchy cierpliwie poskłada,
A kiedy rozbicia zagoi się rana,
Znów sensu istnienia nowe tchnienie nada.

A ci, co rozbicia obarczą się winą,
Widząc go znów całym, wstydem się okryli.
Do pamięci sięgną z jaką kiedyś drwiną
Depcząc po szczątkach - nadzieję dobili.

Czekam dziś na tego, co mi życie złoży,
Z tysięcy okruchów poskłada na nowo.
Wiele trudu trzeba, lecz z czasem być może,
Że rany zagoi jedno z serca słowo.

1 komentarz: